sobota, 27 lutego 2016

"To głupie" ;)





Slyszeliscie kiedys stwierdzenie, że każdy pomysł jest dobry? Czy Wam też mimowolnie nasuwa ironiczne skojarzenia?
Otóż mimo wszystko, w tym stwierdzeniu jest masa prawdy, a dokładniej masa dobra :D.
Powiedzmy sobie szczerze, będąc często skupionym przede wszystkim na sobie (z sobą spędzamy najwięcej czasu, przez pryzmat siebie często patrzymy, mając w końcu na bieżąco wgląd do wszystkich naszych spraw i odczuć) – często próbujemy się za wszelką cenę z tym naszym :”ja” się przebić. Ze swoim myśleniem, nastawieniem do życia, czy właśnie pomysłami. Nie musi to oczywiście znaczyć od razu, że chcemy się przebić z czymś złym – gdy zależy nam na patriotyzmie, wierze, lub jakiejś dotykającej nas sprawie, to czasami aż chciało by się wykrzyczeć : Polska powinna wyglądać tak i tak, niebo jest niebieskie, trzeba jeść żeby żyć, nie na odwrót itp. Wszystko to mogą być piękne postulaty, dobre stwierdzenia. Tym bardziej łatwo nam jakąkolwiek sprzeczną z naszym zdaniem opinię podsumować krótkim „to głupie! Nie znasz się!”. Często to widać, gdy dzieci (ale nie rzadko i starsze osoby) pracują nad czymś w grupach. Pewne siebie osoby głośno wyrażają swoje opinie, pomysły. Często ich przewagą jest przede wszystkim to, w jaki sposób mówią. Słychać „ej mam świetną myśl, zrobimy tak i tak”. Tym bardziej łatwiej im uciszyć inne osoby, gdy ona delikatnie, by przypadkiem kogoś nie urazić mruczą „ejj…mam taki pomysł… nie wiem czy dobry, ale ….” – z jaką łatwością, można takiej osobie odpowiedzieć „Nie, to bez sensu”. Dlaczego Ci ludzie nie wydają się być pewnymi swoich pomysłów? Może ich tak wychowano, może czują, że w ten sposób okazują więcej szacunku, może mają taki charakter, a może są przyzwyczajone do tego, że inni odrzucają to, czym oni chcą się dzielić ze światem. Usłyszałam ostatnio, że głębokie przeżycia wewnętrzne mają jeden minus – gdy się nimi podzielić, tracą w dużej mierze swój aromat, swój smak. Gdy przykładowo przeżyliśmy niesamowitą euforię, najpiękniejsze wydarzenie w naszym życiu, po którym banan nam z twarzy nie schodzi przez tydzień – to nagle, gdy chcemy się nim podzielić zaczynamy dukać ”yymm..ej… to było super. Czaisz, znaczy… to trzeba przezyc, ale … nie wazne, to glupie…”. A tak naprawde, kazde takie przezycie jest wazne. I pięknie jest się nim dzielić. Tak samo jeśli chodzi o pomysły, na zycie, na prace, poglady, to są cudowne rzeczy. Tylko, że my często patrzymy przez swoje nastawienie. Kogos nie lubimy, lub nie uwazamy go za autorytet i z marszu jego słowa oglądamy przez ironiczny pryzmat. Lub uważamy, że osoba jest niekompetentna, mniej zna się na danej dziedzinie itp., i nie damy jej dojść do słowa. Bo ją oceniamy, bo uważamy, że i tak nie ma racji. A do ludzi – kolejne piękne zdanie, jakie usłyszałam ostatnio :D – do ludzi powinno się podchodzić jak do Hostii – lub, mniej „religijne” porównanie, ale też piękne – z każdym powinno się rozmawiać tak, jakby był ostatnim człowiekiem na ziemi.
Jeśli z kimś się nie zgadzasz, to dyskutuj z nim, ponieważ jeśli zaczniesz się z nim kłócić i nazywać jego poglądy debilnymi, to będzie to z Twojej strony atak, który jest nie potrzebny jeśli masz racje – ponieważ jeśli człowiek ma racje, to albo ma dostateczne argumenty, żeby potwierdzić swoją tezę, albo umie powiedzieć „nie umiem Ci tego teraz wyjaśnić, ale wiem że jest inaczej niż mówisz” z pełnym spokojem i pewnością. Zwykle ludzie którzy się boją, że ktoś ich zagnie, albo zmieni ich światopogląd przekrzykują, zagłuszają i obrażają drugą osobę, żeby nie tyle wysłuchać i obalić mylne stanowisko, co nie dać im przypadkiem powiedzieć prawdy, która postawi ich pod ścianą.
Jeśli chcesz wyjść na imprezę na miasto, a ktoś grupy wyskoczy z jakimś pomysłem który Ci kompletnie nie odpowiada, np. stwierdzi, że woli żebyście wszyscy razem zamiast się bawić poszli nie wiem, wyrywać chwasty nad stawem ;P – to nie sycz od razu „Ty debilu”, tylko posłuchaj, zastanów się, skąd się u niego wziął ten pomysł, zanurkuj chociaż piętro głębiej w to co mówi drugi człowiek. Nawet jeśli ten pomysł Ci się wyda idiotyczny, to pamiętaj, że ta osoba ma takie samo prawo wyrazic swoją opinię i zostać wysluchana (w granicach wolności i moralności of course, mamy prawo nie słuchać tego co nas obraza, obrzydza itp.). I nawet jeśli jakies slowa tej osoby wydadzą Ci się bez sensu, nawet jeśli sa tak idiotyczne ze nawet nie umiesz znaleźć argumentu przeciw, wysłuchaj. Moze będziesz pierwszą osobą, która jej slucha od roku, może to Cie do czegos popchnie, zainspiruje, może wymyslisz potem sam dzieki temu cos lepszego? Lub przynajmniej upewnisz się mocniej w tym w co wierzysz, jaką decyzje podjąłeś. O ile piękniej by było, gdybyśmy pilnowali takich małych rzeczy. O ile piękniej by się wgl żyło, gdybyśmy pilnowali, takich małych rzeczy, jak choćby słuchanie. O ile wiecej pewnych siebie ludzi byłoby, gdyby rodzice i nauczyciele mieli siłę odpowiadać na wszystkie tzw.: „głupie pytania”, typu „po co myć ręce przed obiadem?”. Czasem nie mamy świadomości jak ważne jest wziąć oddech i wytłumaczyć, niż rzucić „ przyjmij że tak jest i nie zadawaj bezsensownych pytań”. A ciekawość świata, nie jest bezsensowna! Niestety, dajemy sobie wpisać w psychikę nie prawdę i potem już nawet będąc dorośli, gdy ktoś w towarzystwie użyje jakiegoś trudnego słowa, typu nie wiem, „immunologicznie kompatybilny” (tak, właśnie to wymyśliłam xD) wszyscy niemrawo potakują i wpatrują się w kąt, zamiast normalnie spytać kumpla/koleżanki – „ej co to znaczy, bo nie rozumiem”. Dlaczego tak jest? Bo większość z nas ma zakodowane hasła: „pytanie się świadczy o nie wiedzy, twoje pomysły są głupie, udawaj że myślisz jak inni”. Mega to hamuje rozwój wszelaki ;).
Takie moje przemyślenia :D
Życzę wszystkim by każdy z kim rozmawiacie był jak Hostia i/lub ostatni ludek na ziemi :D Sobie tego też życze of course ;)

czwartek, 7 maja 2015

JAK GŁOSOWAĆ ;)

Spokojnie, nie bd szerzyć żadnej propagandy, ani przekonywać do żadnego z kandydatów ;) Doszłam do kilku wniosków, które przedstawie w postaci poradnika, do któego nie trzeba się oczywiśćie stosować, ale może komuś to pomorze w wyborze :)

1. Nie czytaj samych obietnic, programów wyborczych - obejrzyj  PRZYNAJMNIEJ jakiś wywiad, debatę najlepiej, by zweryfikować jego słowa i zobaczyć też, jakim jest typem człowieka (bo plany planami, ale trzeba pamiętać, że ta osoba jest wizytówką naszego kraju).
2. Nie głosuj na konkretnego kandydata wyłącznie z powodu, bo: "wszyscy moi znajomi głosują", "ktoś mnie zaprosił do wydarzenia na fb, to czemu nie", "w ciemno wybieram, bo ktoś mi tak podpowiedział" itp. Może to "tylko" jeden, ale zawsze TWÓJ głos ;).
3. Czy wgl iść głosować? Moim zdaniem tak (choć każdy ma oczywiście prawo do swojego zdania). W mojej opinii, mamy przywilej którego często nie doceniamy, którego wielu ludziom brakuje, za który nasi dziadkowie, pradziadkowie przelewali krew, by nam je zapewnić. 
4. Czy głosować na "starych", dobrze znanych kandydatów, czy na tych z nowymi ideami? To zostawiam każdemu do prywatnego osądu. Ważne by kierować się swoimi przekonaniami. Jedyne czego się przyczepie, to tego, by głosować za zmianami które pokrywają się z naszym światopoglądem, może to dość oczywista rada, ale wiele osób popiera zmianę tylko dlatego, że jest zmianą, "bo w kraju jest źle i powinno być inaczej", warto odpowiedzieć sobie na pytanie " w jakiej Polsce chce żyć?".
5. Uważaj na polityków którzy obiecują rzeczy, na które nie mają wpływu będąc na stanowisku na które kandydują ;).

a tu jeszcze wklejam stary post, dość podobny, o tym po co głosować ;) wiele rzeczy się powtózyło jak tak patrze, ale to git, widocznie przekonania za mocno mi się nie zmieniły ;) http://cichy-bunt.blogspot.com/2014/05/gosowac.html

pozdrawiam ;)

wtorek, 17 lutego 2015

typowy ankietowany

Duużo się ostatnio nachorowałam, co zaowocowało w pewnym stopniu częstszym używaniem facebooka, ale przede wszystkim dużą ilością czasu spędzonego przed telewizorem (co mi zdarza się bardzo rzadko, od czasu do czasu jakiś film, może odcinek serialu, tak o). Zwróciłam więc trochę uwagę na reklamy w TV i swoje stare wiadomości z facebooka.
  Jeśli chodzi o to pierwsze, to wiadomo - potrzeba dźwignią handlu. Jak jest zima, pojawia się więcej reklam leków na odporność i ból gardła, a na kanałach dla dzieci niezależnie od pory roku leci więcej reklam żelków, jogurtów itp. Ogólnie pojawia się w nich zwykle to na co jest potrzeba (lub to na co reklamodawca chce, żeby była).
Kiedyś w gimnazjum na religii rozdali nam fragmenty gazety BRAVO.
Każdy dostał stronę/dwie na ławkę. Mieliśmy wyobrazić sobie, że jesteśmy kosmitami, którzy są pierwszy raz na ziemi, a ta gazeta to jedyne źródło informacji o niej jakie znaleźliśmy - przeczytać je i ocenić na ich podstawie naszą planetę.
  Podobne zadanie zrobiłam oglądając ostatnio reklamy ;). Przyjrzałam się, jak osoba kompletnie spoza - temu czym "typowy polak" się interesuje, zajmuje, czego potrzebuje.
  Dowiedziałam się, że typowy polak potrzebuje jedynie seksu, jedzenia i tanich rat. No i ewentualnie czegoś na katar nie podrażniającego nosa.
 Zabieg odwrotny wykonałam wcześniej z nudów u siebie na skrzynce pocztowej na fcb. Znalazłam tam okienko  z wyszukiwarką, w którym można wpisać jakąś frazę, która zaraz jest wyszukiwana we wszystkich wiadomościach jakie wysłaliśmy, lub do nas przyszły - i po chwili wszystkie informacje w których był użyte te hasła zaraz nam się wyświetlają.
 Zaczęłam wpisywać wszystkie "ważne" dla sb słowa - wartościowe, podniosłe wyznaczniki życia można powiedzieć. Wyskoczyła mi po tym zabiegu może garść wiadomości. Za to gdy wpisałam w wyszukiwarkę "beka" stronę mogłam jeszcze rozwinąć ze dwa razy ;).
Wniosek? Po obu doświadczeniach dotarło do mnie, że strasznie wszystko spłycamy. TV pokazuje nam płytką rzeczywistość, a nasze rozmowy, coraz rzadziej są "podniosłe i ważne" coraz częściej spłaszczone do rozmów ogólnych, o wszystkim, zmienione w rozmowy przystępne dla każdego - czyli w stylu typowej reklamy skierowanej do masy.
    Więc trzeba szukać w codziennych rozmowach odskoczni od rzeczy przyziemnych i pogadać czasem o czymśgłębokim ;). By nie doprowadzić do sytuacji, gdy rozmowy na temat życia, muzyki, sztuki, możemy wyliczyć szybko na palcach jednej ręki (albo co gorsza, że nawet nie mamy potrzeby tej ręki wystawiać) - by nie stać się płaskim społeczeństwem bez wygórowanych oczekiwań, wałkującym w kółko te same tematy, by nie pasować do "typowego ankietowanego" ;).
Tyle mądrzenia się na dzisiaj ;d 


środa, 24 grudnia 2014

święta-święta

Już wieki nic nie pisałam, więc taka niespodzianka n a święta :D
Dużo ostatnio przeprowadziłam rozmów z osobami, które nie przepadają za świętami. Czasem były krótkie "Ja lubie - a ja nie", a czasem dłuższa dyskusja. Przy okazji tej drugiej, pojawiał się często argument, który mnie mocno zastanawiał "w święta jesteśmy mili na siłę, udajemy, myśląc co innego".
Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku - może to w pewnym stopniu udawanie, ale myślę, że jest nam (conajmniej raz do roku) potrzebne.
Wiem, że to nie brzmi, ale zaraz wyjaśnie :D.
Chodzi o to, że wiadomo - wyrozumiali dla siebie powinniśmy być cały rok, jednak wiadomo, że mało komu to się udaje. Poza tym jestem zdania, że każy z nas, niezależnie od wieku potrzebuje, żeby go trochę wychować ;) Innymi słowy pomóc w "doskonaleniu się", stawaniu się lepszym człowiekiem. Tak jak małemu dziecku mówi się, żeby nie krzyczało głośno jak czegoś chce, tylko ciszej o to prosiło -> dla dziecka jest to nienaturalne i nie logiczne, ale "udaje" ono, że tak spokojnie mówi zawsze gdy czegoś chce, aż mu to wyjdzie w nawyk i zrozumie, jaki to ma sens.
Tak samo nas trzeba od czasu do czasu wychować i myślę, że takie święta to doskonała dla wszystkich okazja, żeby wstrzymać się od narzekania na ości i brak śniegu, nie komentować wpadek bliskich itp itd :). Jako forma treningu i przykładu dla wszystkich wokół, jacy powinniśmy być dla siebie zawsze :) By każdy dzień był Bożym Narodzeniem ;)
Pozdrawiam Was ciepło i wesołych błogosławionych świąt życzę :)

poniedziałek, 20 października 2014

babski post;p

  Post ze sporą obsuwą, bo to wakacje, to studia, ale już ogarniam ;) post skierowany do dziewczyn, ale każdy może czytać, wszystkie komentarze, opinie i prowokacje jak zwykle mile widziane ;p
Każda kobieta chce być piękna i wyjątkowa. Przez co wiele z nas często ucieka w którąś sprzeczność - albo stara się wykreować idealną siebie, albo ukrywa się pod zaniedbaniem - ponieważ wtedy, nawet gdy zostanie skrytykowana, wie ze zostanie ocenione jej gorsza strona, a nie to jaka naprawdę potrafi być.
  By się w tym wszystkim nie pogubić trzeba pamiętać, że kobiecość to nie ciuchy, makijaż, czy efekt przeczytanych poradników. Kobiecość pochodzi z wnętrza. Można być kobiecą  w szerokich spodniach i luźnej bluzie, tak samo jak można być sztywną i zamkniętą w nowej krótkiej spódnicy i świeżo po wyjściu od fryzjera.
  Często przy tego typu rozmowach słyszy się, że to wszystko wina kompleksów. Co to słowo wgl znaczy? Nikt z nas nie jest idealny. Dzięki Bogu nikt! Każdy z nas ma jakieś cechy charakteru czy wyglądu, których w sobie nie lubi - wyróżnia nas w tej sferze jedynie to, czy skupiamy na nich uwagę, czy patrzymy realnie na siebie. Światowej sławy gwiazdy mają wady wymowy, krzywe nogi czy diastemie - te ostatnie zostały do tego stopnia wypromowane, ze część ludzi robi je sobie specjalnie ;D.  Nie powiem nic nowego - ważna jest praca nad pokochaniem i zaakceptowaniem siebie. Oczywiście, to nie przychodzi od tak i mało komu udaje się osiągnąć to w pełni.
  Jeśli workowate rzeczy to nie jest Twoja ucieczka od spojrzeń, tylko po prostu stylówa, w której czujesz się najlepiej - noś się tak. Jeśli wolisz sukienki, spódnice - tak samo. Ważne, żeby starać się nigdy nie robić nic "pod publikę", czy żeby się pokazać jaka to ja nie jestem, jeśli wcale taka nie jestem.
  Jest łatwy sposób na sprawdzenie, czy przesadnie nie próbujesz zatuszować swojego wyglądu. Prosty test. Wyjdź z domu bez makijażu -> jeśli to dla Ciebie banalna rzecz, to lajtowo ;) oczywiście nie namawiam do tego, żeby zaraz wywalać kosmetyki z szafy, nie nie, proszę mnie opacznie nie zrozumieć ;) mam na myśli taki pojedynczy sprawdzian dla siebie. Jeśli czujesz, że brak makijażu przez jeden dzień jest nie do pomyślenia - powinnaś popracować nad zaakceptowaniem siebie. Jesli zupełnie przeciwnie - nigdy nie robisz nic ze swoją urodą, wiec tym bardziej wyjście w makijażu, czy cokolwiek temu pokrewnego jest stratą czasu - może wydaje Ci się, że nie ma sensu podkreślać niczego w Twoim wyglądzie, bo i tak świata nie interesujesz. To nie prawda. Warto zrobić sobie choćby od czasu do czasu dzień dla siebie, pójść do fryzjera, kupić sobie coś ładnego - cokolwiek. Każda z nas bez wyjątku jest tego warta ;) (zbieżność z reklamą loreala przypadkowa.
  Niektóre dziewczyny mogą się dziwić i pytać - po co  wymyślać jakieś fanaberie, skoro z doklejanymi rzęsami czują się lepiej i pewniej i starczy pół godziny (ewentualnie 2 pełne) więcej przed lustrem, żeby czuć się piękną i wyjątkową. Od okazji do okazji sprawa jest spoko, żeby tylko nie przesadzić i wkręcić się w sprawę tak, że w przyszłości mając męża nie wstawać przed nim dzień w dzień godzinę wcześniej, żeby przypadkiem nas nie zobaczył niepomalowanej ;). Nie wpędzajmy się w paranoje! We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek.
 Najważniejsze to pamiętać, by zacząć szukać kobiecości w sobie - oczywiście, można ją później podkreślać itp, jednak dziewczyny pamiętajcie, że kosmetyki i inne szmery bajery to tylko dodatek, a nie źródło :)
  A i jeszcze jedno! O niepodążaniu za modą pisałam pewnie już nawet kilka razy, ale w tej kwestii też chce dać na to nacisk - dziewczyny, nie ulegajcie modzie zwłaszcza jeśli chodzi o całe te permanentne makijaże, depilowanie brwi na "nieprzerwany szok/ sowę" i inne takie, bo moda się zmieni za tydzień, a brwi np. mogą tak szybko, albo wgl nie odrosnąć ;)

czwartek, 29 maja 2014

Lęki i fobie

  Niemal zawsze podczas rozmów o wierze pojawia się pytanie - jak to jest? Skoro Bóg istnieje dlaczego boimy się, uciekamy, często nie jesteśmy zdolni do pokonania swoich "małych", codziennych słabości?
  Niezależnie od tego czy wierzysz czy nie, na pewno masz jakieś swoje ograniczenia, lęki. Część z nas boi się pająków, inna powiedzenia swojej opinii na głos, jeszcze inni rozmowy telefonicznej, a jeszcze inni spytać na ulicy obcego o drogę. Dla kogoś to brzmi śmiesznie, ktoś inny pokiwa głową ze ze zrozumieniem.
  Pierwsza sprawa: to, że nie dajemy sobie z czymś rady, gdy dla innej osoby jest to łatwe i przyjemne nie powinno sprawiać, że bagatelizujemy nasz lęk. Trzeba stanąć samemu przed sobą w prawdzie - TAK, to mnie przerasta. Nie umiem, nie potrafię, nie jestem ideałem. Każdy ma swoją psychikę i odbiera świat przez swój prywatny pryzmat - więc nie porównujmy się do wszystkich naokoło, tylko patrzmy realistycznie na siebie.
  Druga rzecz: ograniczenia są po to żeby je przekraczać, a lęki są po to, żeby je przełamywać. Nie każdy z nas będzie miał okazje uratować człowieka z pożaru (i oby takich okazji było jak najmniej), jednak każdy z nas ma okazje do pewnego rodzaju heroizmu. Oczywiście nie na jakąś niesamowicie ogromną skalę, gdzie po naszym dokonaniu będziemy na pierwszych stronach gazet i na początku dziennika o 19. Trzeba pamiętać, że nie robimy tego by dokarmić swoją pychę, czy żeby stać się kimś wielkim w oczach ludzi - robimy to dla siebie przede wszystkim, często też dla ludzi w naszym bliskim otoczeniu.
  To teraz najważniejsze - co robić? Niestety, do takiej walki nie wystarczy jedna spontaniczna decyzja - trzeba trochę pracy i samozaparcia. Nie bój się jednak, należę do jednej z najbardziej leniwych osób po tej stronie Wrocławia, a widzę już w swoim życiu owoce walki o której Ci teraz piszę ;).
Więc, najogólniej mówiąc: rób to czego się boisz/ nie lubisz/ co Cię ogranicza najczęściej jak to możliwe. Boisz się wystąpień publicznych? Pchaj się na nie kiedy tylko masz okazję. Boisz się robaków? Jak tylko skończysz czytać tego posta zapisz się na obóz, lub jakikolwiek event ze spaniem pod namiotami. To są proste przykłady, nie będe podawać recepty na każdy, na pewno doskonale wiesz co jest receptą na Twój ;).
  Na podsumowanie, nieco może brutalna słowa: jakkolwiek by to nie brzmiało, prawda jest taka, że jeśli walczycie ze swoim prawdziwym lękiem, ogranczeniem -  najprawdopodobniej za pierwszym razem idealnie Ci nie wyjdzie. Nie ma w tym w rzeczywistości nic złego. Nikt nie rodzi się mistrzem we wszystkim. Nie ma takiej opcji do wyboru ;) Dalej nie jesteś przekonany? Zamieszczam Ci mój ulubiony cytaty Michaela Jordana ;) :
    "Nie trafiłem do kosza podczas mojej kariery ponad dziewięć tysięcy razy...Przegrałem niemal trzysta meczów...Dwadzieścia trzy razy to do mnie należało oddanie decydującego rzutu i nie trafiłem...Ponosiłem w życiu porażkę za porażką...I właśnie dlatego odniosłem sukces..."
  Nie rezygnuj kiedy pojawią się przeszkody - i nie mam na myśli tutaj typowego pustego hasła motywującego, o którym zapomina się po godzinie - z własnego doświadczenia wiem, że wygranie walki z samym sobą daje niesamowitą satysfakcje :). Daj sobie spokój, z myśleniem "a co sobie o mnie pomyślą". Wszyscy Ci oni, jeśli rzeczywiście nie będą Cię wspierać, to daj sobie z nimi spokój. Jeśli to nieznajomi, to i tak jutro zapomną o Twoim istnieniu. Walcz dla siebie. Jeśli zmienisz coś w sobie, albo w swoim najbliższym otoczeniu, świat stanie się odrobinę lepszy dzięki Tobie, a Ty pokażesz samemu sobie, że jesteś zwycięzcą ;d ( ja bardzo proszę nie przyrównywać tego do pewnego filmiku na yt ;) ).

sobota, 24 maja 2014

głosować?

Krótki zwięzły post, a propos jutra i nie tylko ;) I lajtowo, nie piszę tego posta by przedstawić na kogo moim zdaniem powinno się, a na kogo nie głosować, ale dlaczego W OGÓLE powinno się moim zdaniem iść na wybory:
1. Do narzekania każdy pierwszy, a ja wychodzę z założenia, że najpierw powinniśmy mieć na politykę jakiś wpływ (nawet taki najmniejszy), żeby dopiero potem ją komentować. Najłatwiej nie robić nic,a potem narzekać ;)
2. Nie tak znowu dawno ludzie walczyli o prawo do głosowania, które było dla nich wielkim zwycięstwem, za to my ignorujemy ten przywilej - wydaje mi się, że jesteśmy to winni ludziom którzy dla siebie i dla nas go wywalczyli - powinniśmy to zacząć bardziej doceniać. W naszym kraju fakt, jeden nasz głos może od zaraz świata nie zmieni, ale wielu ludzi z ograniczoną wolnością w swoim kraju, dałoby wiele za taki przywilej.
3. Często nie chcemy głosować, bo naszym zdaniem żadna partia nie spełnia naszych oczekiwań - ale w takim przypadku moim zdaniem warto wybierać tą, która najbardziej zbliża się do naszego "ideału" - idealnej nie będzie nigdy, ale zawsze lepiej coś zadziałać niż stać z założonymi rękami.
 Tyle info, skrótowo :) pozdrawiam ;)