czwartek, 29 maja 2014

Lęki i fobie

  Niemal zawsze podczas rozmów o wierze pojawia się pytanie - jak to jest? Skoro Bóg istnieje dlaczego boimy się, uciekamy, często nie jesteśmy zdolni do pokonania swoich "małych", codziennych słabości?
  Niezależnie od tego czy wierzysz czy nie, na pewno masz jakieś swoje ograniczenia, lęki. Część z nas boi się pająków, inna powiedzenia swojej opinii na głos, jeszcze inni rozmowy telefonicznej, a jeszcze inni spytać na ulicy obcego o drogę. Dla kogoś to brzmi śmiesznie, ktoś inny pokiwa głową ze ze zrozumieniem.
  Pierwsza sprawa: to, że nie dajemy sobie z czymś rady, gdy dla innej osoby jest to łatwe i przyjemne nie powinno sprawiać, że bagatelizujemy nasz lęk. Trzeba stanąć samemu przed sobą w prawdzie - TAK, to mnie przerasta. Nie umiem, nie potrafię, nie jestem ideałem. Każdy ma swoją psychikę i odbiera świat przez swój prywatny pryzmat - więc nie porównujmy się do wszystkich naokoło, tylko patrzmy realistycznie na siebie.
  Druga rzecz: ograniczenia są po to żeby je przekraczać, a lęki są po to, żeby je przełamywać. Nie każdy z nas będzie miał okazje uratować człowieka z pożaru (i oby takich okazji było jak najmniej), jednak każdy z nas ma okazje do pewnego rodzaju heroizmu. Oczywiście nie na jakąś niesamowicie ogromną skalę, gdzie po naszym dokonaniu będziemy na pierwszych stronach gazet i na początku dziennika o 19. Trzeba pamiętać, że nie robimy tego by dokarmić swoją pychę, czy żeby stać się kimś wielkim w oczach ludzi - robimy to dla siebie przede wszystkim, często też dla ludzi w naszym bliskim otoczeniu.
  To teraz najważniejsze - co robić? Niestety, do takiej walki nie wystarczy jedna spontaniczna decyzja - trzeba trochę pracy i samozaparcia. Nie bój się jednak, należę do jednej z najbardziej leniwych osób po tej stronie Wrocławia, a widzę już w swoim życiu owoce walki o której Ci teraz piszę ;).
Więc, najogólniej mówiąc: rób to czego się boisz/ nie lubisz/ co Cię ogranicza najczęściej jak to możliwe. Boisz się wystąpień publicznych? Pchaj się na nie kiedy tylko masz okazję. Boisz się robaków? Jak tylko skończysz czytać tego posta zapisz się na obóz, lub jakikolwiek event ze spaniem pod namiotami. To są proste przykłady, nie będe podawać recepty na każdy, na pewno doskonale wiesz co jest receptą na Twój ;).
  Na podsumowanie, nieco może brutalna słowa: jakkolwiek by to nie brzmiało, prawda jest taka, że jeśli walczycie ze swoim prawdziwym lękiem, ogranczeniem -  najprawdopodobniej za pierwszym razem idealnie Ci nie wyjdzie. Nie ma w tym w rzeczywistości nic złego. Nikt nie rodzi się mistrzem we wszystkim. Nie ma takiej opcji do wyboru ;) Dalej nie jesteś przekonany? Zamieszczam Ci mój ulubiony cytaty Michaela Jordana ;) :
    "Nie trafiłem do kosza podczas mojej kariery ponad dziewięć tysięcy razy...Przegrałem niemal trzysta meczów...Dwadzieścia trzy razy to do mnie należało oddanie decydującego rzutu i nie trafiłem...Ponosiłem w życiu porażkę za porażką...I właśnie dlatego odniosłem sukces..."
  Nie rezygnuj kiedy pojawią się przeszkody - i nie mam na myśli tutaj typowego pustego hasła motywującego, o którym zapomina się po godzinie - z własnego doświadczenia wiem, że wygranie walki z samym sobą daje niesamowitą satysfakcje :). Daj sobie spokój, z myśleniem "a co sobie o mnie pomyślą". Wszyscy Ci oni, jeśli rzeczywiście nie będą Cię wspierać, to daj sobie z nimi spokój. Jeśli to nieznajomi, to i tak jutro zapomną o Twoim istnieniu. Walcz dla siebie. Jeśli zmienisz coś w sobie, albo w swoim najbliższym otoczeniu, świat stanie się odrobinę lepszy dzięki Tobie, a Ty pokażesz samemu sobie, że jesteś zwycięzcą ;d ( ja bardzo proszę nie przyrównywać tego do pewnego filmiku na yt ;) ).

sobota, 24 maja 2014

głosować?

Krótki zwięzły post, a propos jutra i nie tylko ;) I lajtowo, nie piszę tego posta by przedstawić na kogo moim zdaniem powinno się, a na kogo nie głosować, ale dlaczego W OGÓLE powinno się moim zdaniem iść na wybory:
1. Do narzekania każdy pierwszy, a ja wychodzę z założenia, że najpierw powinniśmy mieć na politykę jakiś wpływ (nawet taki najmniejszy), żeby dopiero potem ją komentować. Najłatwiej nie robić nic,a potem narzekać ;)
2. Nie tak znowu dawno ludzie walczyli o prawo do głosowania, które było dla nich wielkim zwycięstwem, za to my ignorujemy ten przywilej - wydaje mi się, że jesteśmy to winni ludziom którzy dla siebie i dla nas go wywalczyli - powinniśmy to zacząć bardziej doceniać. W naszym kraju fakt, jeden nasz głos może od zaraz świata nie zmieni, ale wielu ludzi z ograniczoną wolnością w swoim kraju, dałoby wiele za taki przywilej.
3. Często nie chcemy głosować, bo naszym zdaniem żadna partia nie spełnia naszych oczekiwań - ale w takim przypadku moim zdaniem warto wybierać tą, która najbardziej zbliża się do naszego "ideału" - idealnej nie będzie nigdy, ale zawsze lepiej coś zadziałać niż stać z założonymi rękami.
 Tyle info, skrótowo :) pozdrawiam ;)

czwartek, 15 maja 2014

10 minut

  Po maturach w końcu, więc zabieram się z czystym sumieniem za posta ;) a że polski zarówno podstawowy i rozszerzony oparty na tekstach o miłości, więc mój wpis też będzie w ten deseń ;D
  Pierwsza rzecz: nie ma w tym raczej nic oryginalnego, że zawsze bardzo hejtowałam ludzi którzy latali po klubach, żeby się po pijanemu całować z nieznajomymi. Teoretycznie można powiedzieć, że trochę zmienił mi się pogląd na takie osoby - oczywisćie nadal w żadnym stopniu tego nie popieram, ale teraz zamiast złości wywołuje to raczej pewnego rodzaju ... może smutek? Trochę gmatwam, ale zaraz wyjaśnię o co chodzi ;)
  Rzecz w tym, że żyjemy w trochę dziwnych czasach - wszędzie aż roi się od manipulacji i przekłamania. Miłość jest coraz bardziej kojarzona stricte  z seksem, nawet mówi się, że ludzie "kochają się ze sobą". Romantyzm coraz częściej idzie w odstawkę. No i przede wszystkim pośpiech. Może to nasze uzależnienie od internetu tak się objawia? Skrótowo, myślenie jest takie:
Podoba mi się ten utwór - nie pójdę szukać pieniędzy, żeby potem znaleźć tą płytę w sklepie, żeby potem ją kupić i dopiero w domu odsłuchać, bo to zabiera dużo czasu ( i  pieniędzy) po co się męczyć, skoro mogę ściągnąć album w 10 minut? Mogę się nauczyć na zajęcia, tylko po co tracić czas, skoro ściągę pisze się w 10 minut? Chłopak widzi piękną dziewczynę w klubie - po co ma o nią zabiegać, starać się, ryzykować odrzucenie, lub to że ma jakieś denerwujące wady, tracić dla niej czas, skoro jest tak pijana, że od rozmowy z nią do całowania się, minie pewnie jakieś 10 minut?
 Wszystko chcielibyśmy mieć już. Chcemy już być dorośli, już zarabiać pieniądze, już mieć komu rozkazywać, już mieć problemy z głowy i tylko całe życie sięgać po nagrody, które nam się "należą".
  Wiele mediów tak erotyzuje mnóstwo zagadnień, że teraz gdy widzimy na ulicy np.: tatę przytulającego córkę, co poniektórym zaraz włącza się światełko "pedofil", widząc parę, w której partner jest młodszy, światełko "jest z nią dla kasy" itp, itd. Najzwyklejszą czułość  potrafimy odczytać wulgarnie. Za to rzeczy rzeczywiście szokujące i wulgarne są na porządku dziennym - "a bo oni więcej wypili, to się mogło zdarzyć".
  Lecz co się okazuje - ludzie którzy za wszelką cenę szukają uwagi i nadmiernej bliskości np w takich sytuacjach, gdy dziewczyna tylko szuka czichś "objęć" na imprezie - często wynika z ich ogromnej samotności. Owszem, jest grupa ludzi która na codzień zachowuje się podobnie, ale jest też grupa ludzi, która usiłuję się w takich sytuacjach "jak najmocniej zabawić", bo jest to ich błagalna prośba o byciu najważniejszym dla kogoś innego, lub sposób na pewnego rodzaju dowartościowania się ( co na pierwszy rzut oka, przeczy samo sobie, bo w rzeczywistości takie zachowanie daje w efekcie nalepkę "łatwa" lub "podrywacz"). W końcu wszystko potem można zwalić na alkohol, a jutro znowu wrócić do swoich wartości. 
  Oczywiście rozumiejąc ten problem, nie powinno się tym samym akceptować takiego zachowania - współczuć ok, ale apeluje - skupmy się na prawdziwych uczuciach, na całej tej niepewności czy on/ona czuje to samo, "motylach w brzuchu" i całej tej pięknej otoczce, której szkoda nie przeżyć :). Nie warto oddawać się krótko trwałym 10-minutowym przyjemnościom, za cenę prawdziwego szczęścia ;).