Trzecia klasa liceum, jeszcze trochę i będzie trzeba podjąć konkretne decyzje, mające wiele znaczenie dla naszej przyszłości.Najrozsądniej byłoby wybrać coś, na czym można w przyszłości zarobić, oraz żeby przy okazji to był prestiżowy zawód (bo kto by tam szedł na hydraulika) - ogólnie to najbardziej opyla się lekarz, albo prawnik. Noo, może jeszcze informatyk, bo to taki przyszłościowy zawód...
Hmmm, wiecie co?
Polecam olać to i robić to czego się rzeczywiście chce.Możecie nazwać to niedojrzałym myśleniem, bezsensownym podążaniem za marzeniami, "a co ona tam wie, życia jeszcze nie zna". Możliwe, ale nad każdym z nas, właśnie w moim wieku znajduje się wizja przyszłości w zawodzie którego się nienawidzi (nie oszukujmy się, robią codziennie to samo, bez pasji, bez chociaż lubienia tego - stanie się to bardzo szybko rutyną, zacznie nas irytować, możemy to znienawidzić). Wizja chodzenia dzień w dzień by odbębnić zadaną prace i wrócić do domu głównie po to by odetchnąć i zebrać siłę na dalszy ciąg rutyny. Wyobraźcie sobie przedmiot, którego nie lubicie. Wyobraźcie sobie, że jedyną formą Waszego zarobku do końca życia, jest siedzenie nad tym jednym przedmiotem. To tak jakby chodzić do szkoły do końca życia. Wydaje mi się, że nikt z nas tego nie chce!
Teraz wyobraźcie sobie wasz ulubiony przedmiot...a tam przedmiot! Nawet ulubione zajęcie, może jakąś pasje? Wyobraźcie sobie, że robicie to do końca życia i jeszcze Wam za to płacą!
Oczywiście jest to najbardziej optymistyczna wersja. Dobrze o tym wszyscy wiemy i pewnie nie muszę tego tłumaczyć, że ryzyko jest dużo większe niż szansa powodzenia.
Prawda jest taka, że by móc mieć z czegoś naprawdę duże pieniądze, trzeba mieć oczywiście trochę szczęścia, dużo zaparcia i odwagi, a przede wszystkim być w danym zawodzie wybitnym. Pracując nawet jako szewc możecie czesać dużo kasy, jeśli jesteście wybitni, najbardziej znani w mieście, że aż drugiego końca jadą do Was, bo wiedzą, że mało kto zrobi to lepiej. Co z tego, że się przymusisz i zostaniesz w końcu tym lekarzem, skoro ulicę od Ciebie będzie miał swój gabinet ktoś, kto w swoją pracę wkłada serce, podczas gdy Ty robisz to z przymusu, bo po prostu potrzebujesz pieniędzy? Nie muszę chyba odpowiadać, kogo wybierze potencjalny pacjent.
Mam to szczęście, że mieszkam w rodzinie nooo, powiedzmy "artystów", moi rodzice nie mają typowych zawodów - dzięki czemu też nie wymuszają na mnie żadnej decyzji. Oczywiście, przejmują się moją przyszłością i nie ukrywają konsekwencji podjęcia złych decyzji. Mam pełną świadomość o ile ciężej wyżyć z aktorstwa czy psychologii, jak ciężko się wybić. Jednak wiem, że moi rodzice, jak i moi przyjaciele dają mi jasno do zrozumienia, że czegokolwiek nie wybiorę to będą mnie wspierać. Każdemu życzę takiej pomocy.
Podsumowując: czy idąc za moją radą, będzie Wam łatwiej? Odpowiedź brzmi: NIE. Jest to rada nie ukrywam, bardzo ryzykowna i wcale nie jest powiedziane, że idąc tą drogą zarobicie dużo pieniędzy, czy zyskacie sławę. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że życie mamy tylko jedno. Wielkie rzeczy nigdy nie przychodzą łatwo. Możemy składać papiery tam gdzie wszyscy, chodzić do restauracji którą wszyscy polecają, ubierać się tak jak innym się podoba... albo możemy składać papiery gdzie nam się podoba, znajdować nowe restauracje które będziemy polecać innym, czy ubierać się tak, że inni będą chcieli nas naśladować ;).
Od nas zależy tylko to, czy zależy nam bardziej na bezpieczeństwie, czy wolności.
czwartek, 14 listopada 2013
wtorek, 12 listopada 2013
Płciowość i tożsamość
Dziewczynki gdy są małe zawsze chcą być księżniczkami. Nikt im tego nie wmusza, nie namawia do tego, po prostu rzadko kiedy znajdzie się w przedszkolu dziewczynka, która nie chce ;). Chłopcy wolą być żołnierzami, strażakami - krótko mówiąc kimś kto ratuje świat. No a teraz uwaga, wstrzymujemy oddech... zaczynając od dziewczyn, to tak naprawdę z wiekiem to pragnienie się nie zmienia, tylko zmienia trochę postać. Niezależnie czy ma 12, 18, czy 23 lata, potrzebuje uwagi, by ktoś pokazał, że mu na niej zależy. Wbrew stereotypom, wcale nie chce ona kimś władać, wydawać rozkazy - księżniczka to nie królowa ;)
Chłopiec natomiast chce się wykazać. Udowodnić coś sobie, innym, najlepiej wszystkim. Zawalczyć, wygrać.
Oczywiście, każdy z nas jest inny, ale tu chodzi o takie małe dążenia, ciche pobudki. O zauważenia tego, że nawet najbardziej nieśmiały chłopak, ma w sobie potrzebę, żeby się wykazać, tak samo jak typowa chłopczyca, czy dresiara, chciała by się podobać, chce by ktoś o nią zabiegał.
Cóż, znowu małe nawiązanie do gender, do tego jak bezsensowne jest nakazywanie dzieciom, żeby zamieniały się rolami podczas zabaw. Problem z płciowością mamy i bez tego. Pewnie niemal każdy z nas widział, jak napalone dziewczyny, nachalnie się komuś narzucają, byle się tylko z kimś "przelizać", albo zagubionego chłopaka, który nie jest w stanie podjąć żadnej odważnej decyzji.
Oczywiście, komuś może spodobać się wizja dziewczyn, które same rzucają się na szyje, a panie mogą być dumne, że to one mają pełnie władzy i mogą "wybierać". No ok, ale bądźmy realistami. Chłopcy - chcielibyście być z dziewczyną która podała Wam się na tacy z kokardką na głowie? Dziewczyny, chcecie być tymi które w związku noszą spodnie, przynosić swojemu chłopakowi kwiaty i bronić go przed napaścią?
Oczywiście nie popadajmy ze skrajności w skrajność - nie może być też tak, że kobieta nic nie robi, tylko czeka aż ktoś ją zdobędzie, a chłopak lata wokół swojej lubej jak ten pies i zgadza się posłusznie na wszystko. Dziewczyny - dawajcie znaki, musi być porozumienie i nie wykorzystujcie nigdy drugiej osoby, chłopcy - nie narzucajcie się, ale wykażcie zainteresowanie, postarajcie się, chyba że wolicie by to dziewczyny Was "zdobywały". Bo jak tak dalej pójdzie podczas toastu na weselach kobiety będą opowiadać: "noo, opierał się długo. ale w końcu dał się uprosić i przyjął oświadczyny". Nie zamieniajmy się rolami! Oczywiście, ja mam świadomość faktu, że kobiety często są źle traktowane - to prawda. Jednak uważam, że co innego walczyć o docenianie nas w miejscu pracy, a co innego latanie bez stanika po ulicy w jakimś proteście i darcie się "JESTEŚMY RÓWNI". Nie jesteśmy równi. Przynajmniej nie w tym sensie. Nie każda kobieta umie zrobić to samo co mężczyzna, nie każdy mężczyzna umie zrobić to samo co kobieta.
Przede wszystkim szanujmy się. Każdy jest inny, każdy ma swoje wady i zalety. Często próbujemy je ukryć (nawet te dobre cechy jak wrażliwość, która och ach nie jest modna), pod maską bycia szpanerem(ką), podrywaczem(czką), chłopczycą (tu się chyba nie odmienia;p) itp. Dlaczego? Ponieważ kiedy ktoś nas skrytykuje za cechę, którą udajemy to to po prostu nie boli. No a przynajmniej, nie boli tak jak gdy ktoś skrytykuje nas za naszą prawdziwą cechę. Dlatego się ukrywamy, pod kolejnymi płaszczami, często nie mając świadomości, jak bardzo to widać. To, że ludzie nam o tym nie mówią, to nie znaczy, że tego nie widzą. Sam\a dobrze wiesz, jak łatwo wykryć gdy ktoś skłamie, co dopiero gdy udaje cały czas.
Inna sprawa - nie zawsze udajemy specjalnie. Czasem włącza nam się automat, po prostu w pewnych kręgach nagle nie czujemy się swobodnie mimo, że wcześniej brylowaliśmy w towarzystwie. Najlepszą według mnie wypróbowaną metodą, jest robienia czegoś tak często, aż zacznie nam wychodzić. Miałam tak np.: ze śpiewaniem publicznie - tak często wbijałam z wystąpieniami przed audytorium, aż strach ewoluował w dreszczyk emocji. Na pozór banalne, ale walka z każdym lękiem jest trudna, nawet z tym irracjonalnym... ale za to jaka potem satysfakacja! Coś nie do opisania :)
Podsumowując - nie pozwólmy innym narzucić nam jakiejś roli. Mamy w sobie cechy, których żadnym gender, czy propagandą, czy krzykiem, czy czymkolwiek nie zmienimy, co najwyżej możemy je chwilowo zagłuszyć. Jednak moim zdaniem, czas zmarnowany na zagłuszanie, lepiej poświęcićna rozwijanie swojej osobowości:)
Chłopiec natomiast chce się wykazać. Udowodnić coś sobie, innym, najlepiej wszystkim. Zawalczyć, wygrać.
Oczywiście, każdy z nas jest inny, ale tu chodzi o takie małe dążenia, ciche pobudki. O zauważenia tego, że nawet najbardziej nieśmiały chłopak, ma w sobie potrzebę, żeby się wykazać, tak samo jak typowa chłopczyca, czy dresiara, chciała by się podobać, chce by ktoś o nią zabiegał.
Cóż, znowu małe nawiązanie do gender, do tego jak bezsensowne jest nakazywanie dzieciom, żeby zamieniały się rolami podczas zabaw. Problem z płciowością mamy i bez tego. Pewnie niemal każdy z nas widział, jak napalone dziewczyny, nachalnie się komuś narzucają, byle się tylko z kimś "przelizać", albo zagubionego chłopaka, który nie jest w stanie podjąć żadnej odważnej decyzji.
Oczywiście, komuś może spodobać się wizja dziewczyn, które same rzucają się na szyje, a panie mogą być dumne, że to one mają pełnie władzy i mogą "wybierać". No ok, ale bądźmy realistami. Chłopcy - chcielibyście być z dziewczyną która podała Wam się na tacy z kokardką na głowie? Dziewczyny, chcecie być tymi które w związku noszą spodnie, przynosić swojemu chłopakowi kwiaty i bronić go przed napaścią?
Oczywiście nie popadajmy ze skrajności w skrajność - nie może być też tak, że kobieta nic nie robi, tylko czeka aż ktoś ją zdobędzie, a chłopak lata wokół swojej lubej jak ten pies i zgadza się posłusznie na wszystko. Dziewczyny - dawajcie znaki, musi być porozumienie i nie wykorzystujcie nigdy drugiej osoby, chłopcy - nie narzucajcie się, ale wykażcie zainteresowanie, postarajcie się, chyba że wolicie by to dziewczyny Was "zdobywały". Bo jak tak dalej pójdzie podczas toastu na weselach kobiety będą opowiadać: "noo, opierał się długo. ale w końcu dał się uprosić i przyjął oświadczyny". Nie zamieniajmy się rolami! Oczywiście, ja mam świadomość faktu, że kobiety często są źle traktowane - to prawda. Jednak uważam, że co innego walczyć o docenianie nas w miejscu pracy, a co innego latanie bez stanika po ulicy w jakimś proteście i darcie się "JESTEŚMY RÓWNI". Nie jesteśmy równi. Przynajmniej nie w tym sensie. Nie każda kobieta umie zrobić to samo co mężczyzna, nie każdy mężczyzna umie zrobić to samo co kobieta.
Przede wszystkim szanujmy się. Każdy jest inny, każdy ma swoje wady i zalety. Często próbujemy je ukryć (nawet te dobre cechy jak wrażliwość, która och ach nie jest modna), pod maską bycia szpanerem(ką), podrywaczem(czką), chłopczycą (tu się chyba nie odmienia;p) itp. Dlaczego? Ponieważ kiedy ktoś nas skrytykuje za cechę, którą udajemy to to po prostu nie boli. No a przynajmniej, nie boli tak jak gdy ktoś skrytykuje nas za naszą prawdziwą cechę. Dlatego się ukrywamy, pod kolejnymi płaszczami, często nie mając świadomości, jak bardzo to widać. To, że ludzie nam o tym nie mówią, to nie znaczy, że tego nie widzą. Sam\a dobrze wiesz, jak łatwo wykryć gdy ktoś skłamie, co dopiero gdy udaje cały czas.
Inna sprawa - nie zawsze udajemy specjalnie. Czasem włącza nam się automat, po prostu w pewnych kręgach nagle nie czujemy się swobodnie mimo, że wcześniej brylowaliśmy w towarzystwie. Najlepszą według mnie wypróbowaną metodą, jest robienia czegoś tak często, aż zacznie nam wychodzić. Miałam tak np.: ze śpiewaniem publicznie - tak często wbijałam z wystąpieniami przed audytorium, aż strach ewoluował w dreszczyk emocji. Na pozór banalne, ale walka z każdym lękiem jest trudna, nawet z tym irracjonalnym... ale za to jaka potem satysfakacja! Coś nie do opisania :)
Podsumowując - nie pozwólmy innym narzucić nam jakiejś roli. Mamy w sobie cechy, których żadnym gender, czy propagandą, czy krzykiem, czy czymkolwiek nie zmienimy, co najwyżej możemy je chwilowo zagłuszyć. Jednak moim zdaniem, czas zmarnowany na zagłuszanie, lepiej poświęcićna rozwijanie swojej osobowości:)
czwartek, 7 listopada 2013
Moda, a myślenie samodzielne
Dzisiaj notka o temacie bardziej lajtowym ;). Moda - kolejny czynnik który sprawia, że stapiamy się z tłumem. Oczywiście, nie chodzi mi o kupienie jakiejś fajnej rzeczy, która akurat jest modna, nie o to ze mamy od stóp do głów wyglądać zupełnie inaczej niż wszyscy - nawet jeśli oznacza to łażenie w worku po śmieciach. Jednak z drugiej strony, ubieranie się zawsze tak jak nakazuje moda - jest bez sensu. Z życia wzięte - pamiętam jak w pierwszej klasie liceum panowała moda na garsonki (nie czepiam się tego elementu ubioru, ale to b. dobry przykład). Efekt? Dziewczyny w ogólniaku wyglądały jak pochód kobiet idących na umowę o prace. Gimnazjum? Kiedyś zapomniałam do szkoły okularów. Jeśli znajomi byli daleko, rozpoznawałam ich po kolorach arafatek. Dobrze, że chociaż te kolory były inne.
Teraz (stety i niestety) jest moda na rockowe ciuchy. Z jednej strony spoko, bo to bardzo fajny styl, moim zdaniem dużo lepszy pomysł niż ten szał na żarówiaste spodnie, tak czy inaczej - jest to jednak styl ubierania się konkretnej grupy społecznej, powiedzmy subkultury. Tzn.: widzę ze ten gościu ma glany, bandanę, aha, pewnie słucha rocka, może jeździ na koncerty, dogadamy się" - a teraz? Teraz ten ubiór nie musi świadczyć zupełnie o niczym. Tak samo jak jakiś czas temu, było wielkie bum, czas mody reggae. Ludzie nie znający tej muzyki, nie zastanawiający się nad tym, co symbolizują kolory "zielony-żółty-czerwony" koło siebie, kojarzący tą subkulturę głównie z marihuaną, w co lepszych przypadkach z Bobem Marleyem - ubierali się w ten sposób, tworząc przez to nowe stereotypy (ma dredy - na pewno słucha Bednarka), lub umacniając stare. Fakt jest taki, że można być rastamanem nie jarając zielska, zarówno jak można jarać i mieć dredy nie rozumiejąc nawet o co w tym wszystkim chodzi. To tak jakby nosić symbol nie zastanawiając się nad jego znaczeniem. Czy ktokolwiek z Was ubrał by gwiazdę Dawida jako ozdóbkę? Oczywiście, że nie ! No, ale skoro już jesteśmy przy temacie religii, oraz bezmyślnego ubierania tego, co wkładają na siebie wszyscy... Nie jestem w stanie za Chiny pojąć mody na krzyże. Zwykły sweter, z krzyżem na całej długości - ok, np. jako świadectwo wiary - jak najbardziej, tak samo krzyżyki na szyi, tauki, czy bransoletki z podobiznami świętych - oczywiście pamiętając, że mają przypominać o Bogu, ale jako ozdoby? Różowy różaniec na rękę? Krzyż w panterkę wyszyty na TYLE SPODNI? Serio? Nawet małe dziecko wie co oznacza ten symbol.
Tak więc chodzi o to, żeby myśleć. Nie podążać jak ta owca za stadem, w myśl typowego "maminego" powiedzenia: " gdyby wszyscy skoczyliby z okna, to też byś skoczył?" - w którym wbrew pozorom zawiera się wiele prawdy. Oczywiście nie chce w tym poście dać komukolwiek do zrozumienia, że taki styl lub inny, jest zarezerwowany dla jakiegoś wąskiego grona ludzi - chodzi mi o to, że nie zależnie od tego jaki mamy gust, niech to będzie coś naszego, żeby to nie było machinalne kupowanie tego co teraz noszą wszyscy, by ubrać to na jedną imprezę, by potem zalegało w szafie przez 3 lata. Niezależnie od jak bardzo fajnej osoby odgapisz stylówę, to i tak w żadnej mierze nie zastąpi rzeczy w których po prostu czujesz się dobrze ;)
Bo jak tak dalej pójdzie i będziemy się tępo słuchać tego co nam nakazują w mediach... patrząc choćby na modę teraz. Powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie - wchodząc do typowej sieciówki ciężko odróżnić które rzeczy są męskie, a które damskie. Kolorowe, jaskrawe, obcisłe i pstrokate ubrania zaczęły wypełniać półki z towarem dla chłopaków, podczas gdy u dziewczyn coraz więcej ciuchów "na chłopczycę". Owszem, jednemu chłopakowi fajnie w jakimś ostrzejszym kolorze, innej dziewczynie do twarzy w szerszej koszuli - i wszystko ok, dopóki ta zamiana nie idzie hurtem. Powtórzę, aż do znudzenia - przede wszystkim musimy myśleć samodzielnie! Nie tańczyć jak nam zagrają, zarówno w takiej dość błahej sprawie, jak i w poważniejszych.
Teraz (stety i niestety) jest moda na rockowe ciuchy. Z jednej strony spoko, bo to bardzo fajny styl, moim zdaniem dużo lepszy pomysł niż ten szał na żarówiaste spodnie, tak czy inaczej - jest to jednak styl ubierania się konkretnej grupy społecznej, powiedzmy subkultury. Tzn.: widzę ze ten gościu ma glany, bandanę, aha, pewnie słucha rocka, może jeździ na koncerty, dogadamy się" - a teraz? Teraz ten ubiór nie musi świadczyć zupełnie o niczym. Tak samo jak jakiś czas temu, było wielkie bum, czas mody reggae. Ludzie nie znający tej muzyki, nie zastanawiający się nad tym, co symbolizują kolory "zielony-żółty-czerwony" koło siebie, kojarzący tą subkulturę głównie z marihuaną, w co lepszych przypadkach z Bobem Marleyem - ubierali się w ten sposób, tworząc przez to nowe stereotypy (ma dredy - na pewno słucha Bednarka), lub umacniając stare. Fakt jest taki, że można być rastamanem nie jarając zielska, zarówno jak można jarać i mieć dredy nie rozumiejąc nawet o co w tym wszystkim chodzi. To tak jakby nosić symbol nie zastanawiając się nad jego znaczeniem. Czy ktokolwiek z Was ubrał by gwiazdę Dawida jako ozdóbkę? Oczywiście, że nie ! No, ale skoro już jesteśmy przy temacie religii, oraz bezmyślnego ubierania tego, co wkładają na siebie wszyscy... Nie jestem w stanie za Chiny pojąć mody na krzyże. Zwykły sweter, z krzyżem na całej długości - ok, np. jako świadectwo wiary - jak najbardziej, tak samo krzyżyki na szyi, tauki, czy bransoletki z podobiznami świętych - oczywiście pamiętając, że mają przypominać o Bogu, ale jako ozdoby? Różowy różaniec na rękę? Krzyż w panterkę wyszyty na TYLE SPODNI? Serio? Nawet małe dziecko wie co oznacza ten symbol.
Tak więc chodzi o to, żeby myśleć. Nie podążać jak ta owca za stadem, w myśl typowego "maminego" powiedzenia: " gdyby wszyscy skoczyliby z okna, to też byś skoczył?" - w którym wbrew pozorom zawiera się wiele prawdy. Oczywiście nie chce w tym poście dać komukolwiek do zrozumienia, że taki styl lub inny, jest zarezerwowany dla jakiegoś wąskiego grona ludzi - chodzi mi o to, że nie zależnie od tego jaki mamy gust, niech to będzie coś naszego, żeby to nie było machinalne kupowanie tego co teraz noszą wszyscy, by ubrać to na jedną imprezę, by potem zalegało w szafie przez 3 lata. Niezależnie od jak bardzo fajnej osoby odgapisz stylówę, to i tak w żadnej mierze nie zastąpi rzeczy w których po prostu czujesz się dobrze ;)
Bo jak tak dalej pójdzie i będziemy się tępo słuchać tego co nam nakazują w mediach... patrząc choćby na modę teraz. Powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie - wchodząc do typowej sieciówki ciężko odróżnić które rzeczy są męskie, a które damskie. Kolorowe, jaskrawe, obcisłe i pstrokate ubrania zaczęły wypełniać półki z towarem dla chłopaków, podczas gdy u dziewczyn coraz więcej ciuchów "na chłopczycę". Owszem, jednemu chłopakowi fajnie w jakimś ostrzejszym kolorze, innej dziewczynie do twarzy w szerszej koszuli - i wszystko ok, dopóki ta zamiana nie idzie hurtem. Powtórzę, aż do znudzenia - przede wszystkim musimy myśleć samodzielnie! Nie tańczyć jak nam zagrają, zarówno w takiej dość błahej sprawie, jak i w poważniejszych.
poniedziałek, 4 listopada 2013
Trwogi, nałogi jak kłody pod nogi
Fragment komentarza dodanego przez :Anonimowy 31 października 2013 10:08
"Pojęcie
wolności jest w tych czasach błędnie pojmowane. Ludzie coraz częściej
sami zabierają sobie wolność przez życie w nałogu, przemocy "
Zacznę od razu kontrowersyjnie : WOLNOŚĆ, NIE ZNACZY TO SAMO CO: "MOGĘ ROBIĆ TO, CO TYLKO ZECHCĘ" . Brzmi to trochę jak oksymoron? To tylko złudzenie.
Przykładowo: myślę sobie - jestem wolna, więc piję na umór (bo przecież mogę) . Upijam się na każdej imprezie i daje mi to dużo fun'u. Już nie wyobrażam sobie dobrej imprezy bez alkoholu. Staję się niewolnikiem. Swojego portfela, ponieważ piwo przestało być doraźną przyjemnością, swojego złego samo poczucia, ponieważ nadmiar wódki źle odbija się na stanie mojego organizmu, albo dlatego, że nie kontroluje się będąc nie trzeźwa i narobiłam głupot które trudno odkręcić. W pewnym momencie uświadamiam sobie swoją barierę psychiczną - nie umiem się otworzyć w towarzystwie bez pomocy procentów. Staję się więźniem celi, do której sama się zaprosiłam.
Może mniej skrajny przypadek: papierosy. Mała przyjemność, ogólnie dostępna, pomaga zredukować stres, dobrze smakuje do kawy. Zanim się obejrzysz, wypalasz ich kilka dziennie - znowu motyw portfela. Przy każdej nerwowej sytuacji, zamiast skupić się na problemie ( i rozwiązaniu go), myślisz tylko która z osób w pokoju będzie miała Ci pożyczyć ogień. Palisz niezależnie od tego z kim przebywasz, przez co irytujesz innych ludzi. Na deser - nie masz świadomości, jak mocno Twoje ubrania przesiąkają tytoniem, co stawia Cię od razu w złym świetle przy ludziach którzy nie palą, przeszkadza im sam fakt że muszą stać koło Ciebie (bardzo możliwe że nie zdajesz sobie z tego sprawy - spróbuj zapytać kiedyś kogoś szczerego z Twojego otoczenia, czy mu to nie przeszkadza- nie palącego oczywiście). Możesz sobie wtedy oczywiście pomyśleć: "Co mnie obchodzą inni?", ale nigdy nie wiesz czy jedną z tych osób nie okaże się Twój pracodawca, nauczyciel, czy po prostu osoba na której Ci zależy.
Nie zrozumcie mnie źle - ja nie mówię, że należy odmówić sobie wszelkich przyjemności i żyć w ciągłej ascezie. Chodzi o to żeby myśleć - obserwować siebie, swoje zachowanie. Ustawić sobie pewne bariery. Jeśli jesteś słaby - ok zapal, ale nie pal nałogowo. Jeśli chcesz się napić - spoko pij, ale nie chlej. Bez urwanego filmu i wymiocin - bo jeśli szukasz łatwego sposobu na opróżnienie swojego ciała z obiadu polecam tabletki polepszające perystaltykę jelit. Dużo zdrowsze i skuteczniejsze, a do tego tańsze.
Oczywiście mogą pojawić się myśli: "Wszyscy palą i żyją i są fajni", "wszyscy moi znajomi żyją od piątku do piątku, piją ile dadzą rade - nie chce być inny/a". Jeśli pojawią się, odpowiedz sobie na pytanie: CZY JESTEM WSZYSCY, CZY CHCĘ BYĆ JAK KAŻDY - CZY MOŻE WOLĘ BYĆ INDYWIDUALNOŚCIĄ?- trzeba mieć sporo odwagi by się przeciwstawić. Niektórym ciężko powiedzieć "nie" po zaproszeniu na imprezę na którą nie chcą iść, a co dopiero powiedzieć na prawdę dlaczego, zamiast skłamać, że"babcia, dziadek, lekcje, palec"?
Jeśli wypracujesz u siebie asertywność, podczas odmawiania trawki, alkoholu, czy papierosów, poza wolnością, poczuciem siły zdobędziesz cechę, która zaowocuje na pewno w przyszłym życiu. Asertywnymi ludźmi ciężko kierować, nie są tak podatni na manipulację.Same plusy, a do tego będzie stać Cię na cheesburgera.
PS Nie opisałam w tym poście tak poważnych przypadków jak prawdziwy alkoholizm, czy uzależnienie od marihuany, ponieważ wydaje mi się, że nie ma potrzeby maglować tego tematu po raz któryś, fakt, że coś takiego odbiera wolność nam i naszym bliskim, moim zdaniem nie potrzebuje komentarza
PS Nie opisałam w tym poście tak poważnych przypadków jak prawdziwy alkoholizm, czy uzależnienie od marihuany, ponieważ wydaje mi się, że nie ma potrzeby maglować tego tematu po raz któryś, fakt, że coś takiego odbiera wolność nam i naszym bliskim, moim zdaniem nie potrzebuje komentarza
Subskrybuj:
Posty (Atom)