poniedziałek, 20 października 2014

babski post;p

  Post ze sporą obsuwą, bo to wakacje, to studia, ale już ogarniam ;) post skierowany do dziewczyn, ale każdy może czytać, wszystkie komentarze, opinie i prowokacje jak zwykle mile widziane ;p
Każda kobieta chce być piękna i wyjątkowa. Przez co wiele z nas często ucieka w którąś sprzeczność - albo stara się wykreować idealną siebie, albo ukrywa się pod zaniedbaniem - ponieważ wtedy, nawet gdy zostanie skrytykowana, wie ze zostanie ocenione jej gorsza strona, a nie to jaka naprawdę potrafi być.
  By się w tym wszystkim nie pogubić trzeba pamiętać, że kobiecość to nie ciuchy, makijaż, czy efekt przeczytanych poradników. Kobiecość pochodzi z wnętrza. Można być kobiecą  w szerokich spodniach i luźnej bluzie, tak samo jak można być sztywną i zamkniętą w nowej krótkiej spódnicy i świeżo po wyjściu od fryzjera.
  Często przy tego typu rozmowach słyszy się, że to wszystko wina kompleksów. Co to słowo wgl znaczy? Nikt z nas nie jest idealny. Dzięki Bogu nikt! Każdy z nas ma jakieś cechy charakteru czy wyglądu, których w sobie nie lubi - wyróżnia nas w tej sferze jedynie to, czy skupiamy na nich uwagę, czy patrzymy realnie na siebie. Światowej sławy gwiazdy mają wady wymowy, krzywe nogi czy diastemie - te ostatnie zostały do tego stopnia wypromowane, ze część ludzi robi je sobie specjalnie ;D.  Nie powiem nic nowego - ważna jest praca nad pokochaniem i zaakceptowaniem siebie. Oczywiście, to nie przychodzi od tak i mało komu udaje się osiągnąć to w pełni.
  Jeśli workowate rzeczy to nie jest Twoja ucieczka od spojrzeń, tylko po prostu stylówa, w której czujesz się najlepiej - noś się tak. Jeśli wolisz sukienki, spódnice - tak samo. Ważne, żeby starać się nigdy nie robić nic "pod publikę", czy żeby się pokazać jaka to ja nie jestem, jeśli wcale taka nie jestem.
  Jest łatwy sposób na sprawdzenie, czy przesadnie nie próbujesz zatuszować swojego wyglądu. Prosty test. Wyjdź z domu bez makijażu -> jeśli to dla Ciebie banalna rzecz, to lajtowo ;) oczywiście nie namawiam do tego, żeby zaraz wywalać kosmetyki z szafy, nie nie, proszę mnie opacznie nie zrozumieć ;) mam na myśli taki pojedynczy sprawdzian dla siebie. Jeśli czujesz, że brak makijażu przez jeden dzień jest nie do pomyślenia - powinnaś popracować nad zaakceptowaniem siebie. Jesli zupełnie przeciwnie - nigdy nie robisz nic ze swoją urodą, wiec tym bardziej wyjście w makijażu, czy cokolwiek temu pokrewnego jest stratą czasu - może wydaje Ci się, że nie ma sensu podkreślać niczego w Twoim wyglądzie, bo i tak świata nie interesujesz. To nie prawda. Warto zrobić sobie choćby od czasu do czasu dzień dla siebie, pójść do fryzjera, kupić sobie coś ładnego - cokolwiek. Każda z nas bez wyjątku jest tego warta ;) (zbieżność z reklamą loreala przypadkowa.
  Niektóre dziewczyny mogą się dziwić i pytać - po co  wymyślać jakieś fanaberie, skoro z doklejanymi rzęsami czują się lepiej i pewniej i starczy pół godziny (ewentualnie 2 pełne) więcej przed lustrem, żeby czuć się piękną i wyjątkową. Od okazji do okazji sprawa jest spoko, żeby tylko nie przesadzić i wkręcić się w sprawę tak, że w przyszłości mając męża nie wstawać przed nim dzień w dzień godzinę wcześniej, żeby przypadkiem nas nie zobaczył niepomalowanej ;). Nie wpędzajmy się w paranoje! We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek.
 Najważniejsze to pamiętać, by zacząć szukać kobiecości w sobie - oczywiście, można ją później podkreślać itp, jednak dziewczyny pamiętajcie, że kosmetyki i inne szmery bajery to tylko dodatek, a nie źródło :)
  A i jeszcze jedno! O niepodążaniu za modą pisałam pewnie już nawet kilka razy, ale w tej kwestii też chce dać na to nacisk - dziewczyny, nie ulegajcie modzie zwłaszcza jeśli chodzi o całe te permanentne makijaże, depilowanie brwi na "nieprzerwany szok/ sowę" i inne takie, bo moda się zmieni za tydzień, a brwi np. mogą tak szybko, albo wgl nie odrosnąć ;)